Gemlord – luksusowa biżuteria z pereł

Blog

W jaki sposób poławiano perły naturalne? (cz. II)


img

Gdy żeglarze Krzysztofa Kolumba powrócili na statek obładowani perłami, które otrzymali od Indian w zamian za szklane koraliki, ten miał podobno powiedzieć: “Podziękujmy Bogu – jesteśmy najbogatszym krajem na świecie”. XVI wiek przyniósł odkrycia nieprawdopodobnych bogactw pochodzących z mórz Ameryki Środkowej, a w Europie stał się epoką pereł sprowadzanych z Nowego Kontynentu. W tym samym czasie inni europejscy odkrywcy podejmowali wyprawy na Daleki Wschód, które w kolejnych stuleciach przyniosły eksploatację łowisk Azji, Oceanii i Australii.

Kolumb u wybrzeży Ameryki

  Statki Kolumba u wybrzeży Ameryki. Ilustracja z początku XIX w.  


Perły z mórz Ameryki Środkowej

W relacjach odkrywców docierających przez Atlantyk do Nowego Świata powtarzają się doniesienia o niespotykanych ilościach pereł znajdujących się w posiadaniu Indian, którzy chętnie oddawali je przybyszom w postaci prezentów lub wymieniali masowo na tanie błyskotki i drobne przedmioty codziennego użytku. Plemiona zamieszkujące amerykańskie ziemie od wieków poławiały małże przede wszystkim w celach spożywczych, a spotykane w tamtych rejonach perły nie były dla nich niczym szczególnym. Indianie używali je w celach ozdobnych, nie przypisując im jednak szczególnej wartości. Bez specjalnego żalu oddawali je przybyszom zza morza; chętnie pokazywali im również łowiska, z których je pozyskali. Hiszpańskie statki odpływały do Europy z całymi skrzyniami pereł otrzymanych jako dar, uzyskanych w wymianie handlowej, a czasem siłą odebranych tubylcom.

Pozyskane od Indian perły miały jednak wady. Pierwszą były uszkodzenia wynikające z tradycyjnego sposobu przyrządzania małży przez ludy zamieszkujące Amerykę. Mięczaków nie otwierano bowiem w poszukiwaniu pereł, tylko od razu pieczono nad ogniem lub w rozżarzonym węglu. Długotrwałe działanie wysokiej temperatury powodowało ciemnienie pereł, utratę ich połysku, oraz powstawanie pęknięć. Indianie nie potrafili również dobrze wiercić tych klejnotów, mimo iż często wykonywali z nich ozdobne naszyjniki. Wiele kamieni było zatem uszkodzonych przez nieumiejętne wykonywanie otworu.

Naturalną konsekwencją odkrycia tak zasobnych łowisk była ich dalsza eksploatacja przez Europejczyków. Na niektórych obszarach charakteryzowała się ona ogromną zachłannością, zmierzającą wręcz do „wyskrobania” z dna morskiego wszystkiego co dało się sprzedać. Poza wykorzystaniem do połowów (w charakterze nurków) miejscowej ludności oraz sprowadzanych z Afryki niewolników Hiszpanie używali specjalnie wykonanych grabi i innych skonstruowanych przez siebie przyrządów zbierających z dna morskiego bytujące tam mięczaki. Eksperymentowano z użyciem dzwonów nurkowych, a w drugiej połowie XIX wieku rozpoczęto połowy z użyciem skafandrów do nurkowania. Konsekwencją tak zachłannej eksploatacji wód przybrzeżnych była gwałtownie zmniejszająca się populacja małży, które np. w Wenezueli zostały kompletnie wytrzebione już w końcu XVI wieku. Intensywnie eksploatowane łowiska w tym kraju zamarły na ponad 200 lat, a próby ponownych połowów pereł podjęto dopiero w XIX wieku.

Połowy pereł z użyciem grabi i włoków dennych

  Połowy małży z użyciem grabi oraz włoków dennych. Ilustracja z XVIII w.  


Eksploatacja łowisk po wschodniej i zachodniej części kontynentu z czasem przybrała odmienny charakter. W wodach zachodniego Atlantyku - u wybrzeży Wenezueli, Kolumbii czy Panamy - poławiano znane wcześniej z Bliskiego Wschodu małże Pinctada radiata o małych, cienkich muszlach, przez co działalność w tych rejonach skoncentrowana była na pozyskaniu pereł. Po zachodniej stronie kontynentu, w wodach Pacyfiku (Panama, Kostaryka, Nikaragua, Honduras, Meksyk) bytowały znacznie większe małże Pinctada mazatlanica (u wybrzeży Meksyku również Pteria sterna),  których muszle w XIX wieku stały się podstawowym źródłem dochodu poławiaczy (eksportowano je do Europy na potrzeby produkcji guzików), perły były zaś tylko dodatkowym bonusem.

Połów małży u wybrzeży Panamy

  Połów małży u wybrzeży Panamy. Ilustracja z XIX w.  


Morza Azji Południowo-Wschodniej


Może się to wydawać zaskakujące, ale mieszkańcy wielu krajów Azji Południowo-Wschodniej, w których dziś hodowla pereł jest ważną gałęzią gospodarki, niegdyś nie przypisywali perłom żadnej wartości. Mieszkańcy Japonii – ojczyzny pereł hodowanych – wartości pereł nauczyli się od kupców chińskich. Perły nie przedstawiały wartości również dla ówczesnych mieszkańców Syjamu (dzisiejsza Tajlandia). Małże poławiano tam przede wszystkim w celach spożywczych i handlowych. W wielu krajach tego regionu regularne połowy rozpoczęły się wraz z przybyciem Europejczyków.

Najwcześniejsze wzmianki o perłach na terenie Azji znajdziemy w starożytnej literaturze chińskiej – wiemy z nich, iż w tamtejszych rzekach poławiano je już w trzecim millenium przed naszą erą. Bardzo niewiele wiadomo o tych wczesnych połowach, niewiele wiemy też o wczesnych łowiskach morskich. Tekst pochodzący z XII wieku opisuje metodę połowu, która bardzo przypomina tę stosowaną na wodach Cejlonu. Problem kradzieży pereł przez nurków dawał się tu we znaki z dużo większą siłą i w XVI wieku zaczęto stosować różnego rodzaju urządzenia do wydobywania małży, począwszy od prostych grabi, aż po bardziej zaawansowane włoki denne ciągnięte pomiędzy dwoma łodziami. Perły używane przez Chińczyków w celach ozdobnych nie były jednak cenione przez Europejczyków, gdyż w celu przyszycia ich do ubrania wykonywano w nich dwa otwory (podobnie jak w guzikach).

Połów pereł stał się sposobem na życie koczowniczego plemienia Selangów zamieszkującego w łodziach u wybrzeży Birmy. Był to jeden z najprymitywniejszych ludów parających się połowem pereł, o niewielkich potrzebach życiowych w pełni zaspokajanych przez sprzedaż znalezionych trofeów chińskim kupcom. Rosnące ceny pereł stały się dla nich przyczyną… ograniczenia połowów, gdyż byli w stanie uzyskać potrzebne środki do życia mniejszym nakładem pracy. W końcu jednak wielki biznes wyciągnął ręce również po ich łowiska – w drugiej połowie XIX wieku owe rejony stały się celem coraz częstszych wypraw flot perłowych bazujących w Singapurze. Zbiegło się to z początkami użycia sprzętu do nurkowania, który umożliwił wydobycie małży na dużo większą skalę, co powodowało bardzo szybkie zmniejszanie się populacji tych organizmów; negatywnie wpłynęło również na lokalne społeczności utrzymujące się z połowów dokonywanych metodami tradycyjnymi. Władze Birmy już po kilku latach wprowadziły podatki od wartości pozyskanej masy perłowej oraz pereł, licencje na połów połączone z opłatami od każdego skafandra do nurkowania, kontrolę i dzierżawę łowisk oraz zakazy poławiania młodych małży.

Używany sprzęt do nurkowania w małym stopniu przypominał dzisiejsze wyposażenie amatorów eksploracji podmorskich głębin. We wczesnej jego wersji nurek nosił skafander z gumy krytej obustronnie płótnem, a na głowę zakładał cynowany hełm wykonany z miedzi z trzema okienkami umożliwiającymi mu obserwację otoczenia.  Strój nurka połączony był gumową rurą z pompą tłoczącą powietrze, które nurek wydychał poprzez zawór wylotowy. Zamknięcie tego zaworu było sposobem na wynurzenie na powierzchnię – tłoczone przez pompę powietrze wypełniało wówczas skafander i wynosiło nurka do góry. Załogę łodzi, na których wykorzystywano taki sprzęt, stanowiło 4-5 osób plus nurek i jego asystent. Asystent przygotowywał nurka do zejścia pod wodę, pomagając mu ubrać skafander, przykręcając hełm, przywiązując linę sygnałową i podając zwój rury podłączonej do pompy. Po zejściu pod wodę nurek szedł po dnie zgodnie z kursem łodzi zbierając małże i sygnalizując ewentualne korekty kursu. Małże umieszczane były w koszu, który był wyciągany po napełnieniu i ponownie opuszczany na dno po ich przeniesieniu do łodzi. W tym czasie cztery osoby z załogi łodzi, pracując na dwie zmiany. obsługiwały pompę tłoczącą powietrze do skafandra nurka.

Poławiacz pereł w skafandrze do nurkowania

  Użycie sprzętu do nurkowania do połowów pereł  


Przy tego typu połowach ważna była przejrzystość wody, dlatego pracę wstrzymywano przy złej pogodzie. Przeszkodą były również fale pchające łódź, przy których nurek musiał poruszać się szybko, mając większy problem z utrzymaniem równowagi.

W XIX wieku połowy małży perłorodnych wywarły wpływ również na gospodarkę krajów Archipelagu Malajskiego. Niegdyś niezorganizowane i sporadyczne, rzadko podejmowane przez rdzennych mieszkańców z uwagi na strach przed rekinami, przez długi czas nie były też obiektem zainteresowania obcego kapitału, bardziej skoncentrowanego na rozwoju plantacji w nowych koloniach. Ogromny popyt na masę perłową w wieku XIX wieku spowodował, iż muszle małży stały się istotnym źródłem dochodu wielu krajów tego regionu. Bytujące tu małże Pinctada maxima dostarczały największych muszli pokrytych masą perłową i były cenione wśród producentów guzików w Europie. Znajdowane przy okazji perły, choć nieraz bardzo cenne, przez swoją rzadkość przynosiły dochód stanowiący zaledwie kilkanaście procent tego co uzyskiwano ze sprzedaży muszli.

Główną metodą połowu było nurkowanie bez użycia sprzętu, praktykowane przez wielu mieszkańców Archipelagu Malajskiego. Operując z niewielkiej łodzi zakotwiczonej w obszarze bytowania małży poławiacz skakał do wody nogami w dół zaopatrzony tylko w nóż do odcinania muszli od dna i do obrony przed rekinami, po czym już w wodzie odwracał się o 180 stopni i dalej płynął ku dnu głową naprzód naśladując ruchy żabki. Do znalezienia jednego małża konieczne było nieraz wiele zejść pod wodę, ale już sprzedaż jednej muszli zapewniała nurkowi środki do życia na kilka dni, zawsze też istniała (niewielka) szansa na znalezienie perły.

W rejonach tych stosowano również włoki denne, grabie i  specjalnie skonstruowane chwytaki spuszczane na dno na linach, za pomocą których wyławiano muszle zaobserwowane na niewielkich głębokościach. Pod koniec XIX wieku rozpoczęto również połowy z użyciem sprzętu do nurkowania co powodowało szybkie zmniejszanie się populacji małży.


Oceania – cenne muszle i rzadkie perły

Wyspy Pacyfiku tworzące Oceanię są największym obszarem bytowania małży perłorodnych. Polinezja, Mikronezja i Melanezja złożone są z niemal 10.000 wysp leżących na wodach, które stanowią naturalne środowisko bytowania małży Pinctada margaritifera.

Ogromne rozproszenie wysp Oceanii spowodowało, iż na niektóre z nich Europejczycy dotarli dopiero w XVIII lub XIX wieku. Połowy małży perłorodnych stały się tu domeną miejscowej ludności. Mieszkańcy wysp byli najprawdopodobniej jednymi z najlepszych nurków na świecie - już od dzieciństwa żyli w otoczeniu wody i pływanie było dla nich równie naturalne co poruszanie się na lądzie. Nurek schodził pod wodę bez obciążenia, zaopatrzony jedynie w bawełnianą rękawicę lub onucę chroniącą prawą dłoń, w lewym ręku trzymając muszlę, która służyła mu za narzędzie do odrywania małży od podłoża. Stosowano podobną technikę nurkowania jak na terenach Archipelagu Malajskiego i podobnie jak tam, do pozyskania jednego małża najczęściej niezbędne było kilka zejść pod wodę.

Małże Pinctada margaritifera były cenione za muszle z piękną masą perłową, perły natomiast były produktem ubocznym i bardzo rzadkim – szacuje się, iż występowały w jednej na 15.000 wyłowionych małży. Tubylcy nie cenili ich w ogóle, być może dlatego, iż nie znając sposobu ich wiercenia nie mieli dobrego pomysłu na ich wykorzystanie. Środków do życia dostarczała im sprzedaż wyłowionych muszli. Wartości pereł nauczyli się dopiero od zamorskich kupców z coraz częściej przypływających statków, oraz agentów francuskich firm jubilerskich, którzy w końcu XIX wieku zaczęli osiedlać się w Polinezji, aby móc pozyskiwać owe bezwartościowe dla tubylców klejnoty już u źródła, zanim staną się one obiektem ofert podróżujących w te rejony handlarzy.

Popyt na masę perłową w XIX wieku spowodował zintensyfikowanie połowów i stał się przyczyną spadku populacji małży w wielu rejonach Pacyfiku. Zdarzały się przypadki, gdy  całe wioski przenosiły się na inny atol, jeśli w dotychczasowym miejscu zamieszkania warunki połowów stały się niesprzyjające. Sporadycznie wykorzystywano sprzęt do nurkowania, lecz w niektórych rejonach władze wprowadziły zakaz jego użycia w trosce o ochronę zasobów dostarczających środków do życia miejscowej ludności.


Połowy pereł u wybrzeży Australii

Północne i zachodnie wybrzeża Australii należały do najbardziej zasobnych łowisk na świecie, stanowiąc środowisko bytowania trzech gatunków małży perłorodnych: znanych nam już Pinctada maxima i Pinctada margaritifera, oraz mniejszych mięczaków Pinctada albina. Dwa pierwsze gatunki poławiano przede wszystkim dla ich dużych muszli z piękną masą perłową, trzeci – wyłącznie w poszukiwaniu pereł, gdyż jego niewielkie i cienkie muszle nie były specjalnie cenione.

Połowy małży u wybrzeży Australii rozpoczęły się około 1861 roku. Początkowo zasoby mięczaków były tak obfite, iż duże zyski przynosiło już przeszukiwanie plaż w czasie odpływu oraz płytkich wód przybrzeżnych, w których poławiacze brodzili wypatrując muszli znad powierzchni wody. Do wykonywania tej pracy zatrudniano Aborygenów, którzy z czasem przeszukiwali coraz głębsze akweny, a w konsekwencji musieli nauczyć się nurkowania. Z uwagi na to, że większość Aborygenów w tych rejonach pracowało na pastwiskach owiec, hodowcy tych zwierząt szukali dla nich zajęcia w martwym sezonie i siłą rzeczy zainteresowali się połowami małży. Przez wiele lat hodowla owiec i połowy małży były ze sobą ściśle powiązane.

Zyski z połowów małży przyciągnęły w te rejony wielu przedsiębiorców z innych krajów, a skala połowów zwiększała się błyskawicznie, co szybko spowodowało problemy ze znalezieniem siły roboczej. Nurków zaczęto więc sprowadzać z Archipelagu Malajskiego (potem również z innych rejonów Azji). Po oczyszczeniu z małży płytkich wód przybrzeżnych połowy prowadzono na większych głębokościach ze statków wyposażonych w 3-6 mniejszych łodzi, które spuszczano na wodę po zakotwiczeniu statku w rejonie łowiska. W każdej z łodzi był biały nadzorca i 6-10 Aborygenów lub Malajów. Obowiązywała ich ścisła dyscyplina – nie wolno im było rozmawiać między sobą, do nadzorcy mogli zwracać się tylko w celu wskazania problemów z pracą. Nadzorca obserwował pracę nurków i interweniował w przypadku kłopotów z wynurzeniem któregoś z poławiaczy – skacząc do wody lub kierując w jego stronę innych nurków znajdujących się w okolicy. Przypadki utonięć spowodowanych niewłaściwą oceną czasu zanurzenia pod wodą i zdolności zatrzymania oddechu zdarzały się nawet wśród doświadczonych nurków.

Aborygeni w czasie połowu pereł

  Rdzenni mieszkańcy Australii w trakcie połowów małży. Ilustracja z końca XIXw.  


Przy jednym nurkowaniu poławiaczowi udawało się czasem znaleźć dwa lub trzy małże, ale były to przypadki rzadkie. Jedna znaleziona muszla na dziesięć nurkowań była uznawana za dobry wynik, a dwa do trzech małży były średnim połowem dziennym uzyskiwanym przez jednego nurka.

Remedium na problemy z siłą roboczą stało się wdrożenie sprzętu do nurkowania, od 1879 roku wprowadzanego stopniowo przez większość statków. Zmieniło to zupełnie charakter połowów. Na głębokościach kilkunastu metrów nurkowie pracowali pod wodą od świtu do zmroku, wynurzając się na powierzchnię zaledwie kilka razy w ciągu dnia. Przy większych głębokościach ciśnienie wody było zagrożeniem dla zdrowia nurka i asystenci pilnowali, aby nie przebywał on pod wodą dłużej niż kilka czy kilkanaście minut, w zależności od tego na jak głębokim akwenie operował statek. Jednak w szczególnie obfitych w małże rejonach poławiacze mieli tendencję do lekceważenia zasad bezpieczeństwa, w związku z czym wypadki paraliżu nurków nie były rzadkie.

Połów pereł z wykorzystaniem sprzętu do nurkowania - Austalia

  Wybrzeża Australii - połów pereł z wykorzystaniem sprzętu do nurkowania.  

Na zakończenie każdego dnia pracy wyłowione małże były czyszczone z morskich narośli. Po ich oskrobaniu i odłamaniu kruchej krawędzi pozostawiano je na pokładzie do następnego dnia i wczesnym rankiem otwierano w poszukiwaniu pereł. Właściciele wielu statków „nie mieli szczęścia” do tych klejnotów – kradzieże dokonywane przez poławiaczy były plagą tak powszechną, iż z czasem przymykano na nie oko, traktując perły jako dodatek do pensji nurków, co pozwalało płacić im niższe stawki. Dochód ze sprzedaży pereł wobec ich rzadkości stanowił marginalną część tego, co uzyskiwano ze sprzedaży muszli, zatem z jego utratą wielu przedsiębiorców godziło się bez żalu.

Poszukiwanie pereł w małżach

  Poszukiwanie pereł w wyłowionych małżach na statku u wybrzeży Australii  

Nieco odmienny charakter miały połowy w Zatoce Rekinów w Zachodniej Australii, gdzie poławiano mniejsze małże Pinctada albina. Pozyskiwano je na płytkich wodach bez konieczności nurkowania lub używano lekkich włoków dennych. Do wyszukiwania pereł zaadoptowano tu zmodyfikowaną metodę z łowisk Cejlonu: muszle otwierano za pomocą noża, po czym ich zawartość umieszczano w kadziach wystawianych następnie na działanie słońca. Gnijące mięso zalewano po jakimś czasie wodą morską i  dokładnie mieszano. Po kilkunastu dniach zlewano cuchnącą masę gnilną znad pereł, które pozostawały na dnie kadzi. O takich metodach pozyskiwania pereł naturalnych oczywiście nie informowano Klientek kupujących biżuterię z tych kamieni.


Słodkowodne perły Ameryki Północnej

Wody śródlądowe Ameryki Północnej były niegdyś bardzo zasobne w żyjące tu w wielkiej obfitości mięczaki perłorodne pokrywające nieraz wieloma warstwami dna rzek i strumieni. Europejscy kolonizatorzy i w tej części kontynentu spotkali się z dużymi ilościami pereł będących w posiadaniu Indian. Odmiennie jednak niż w pozostałych koloniach, w Ameryce Północnej zainteresowanie Europejczyków perłami dość szybko wygasło. Być może było to spowodowane tym, iż znajdowane tu perły słodkowodne miały zazwyczaj nieregularne kształty, niecieszące się wielką popularnością na Starym Kontynencie. Wiadomo, iż gorączkowe ich poszukiwania prowadzono w XVI wieku. Później o lokalnych perłach zapomniano na kilkaset kolejnych lat. Perłowa gorączka ogarnęła Stany Zjednoczone dopiero pod koniec XIX wieku, gdy wyobraźnię mieszkańców USA rozpaliło kilka znalezionych wówczas klejnotów.

W 1857 roku David Howell, szewc ze stanu New Jersey spożył najprawdopodobniej najdroższy posiłek na świecie. Gdy pewnego dnia usmażył kilka wyłowionych w okolicznej rzece mięczaków, w jednym z nich znalazł ogromną perłę, która została zniszczona przez działanie gorącego tłuszczu. Jej wartość (przed zniszczeniem) oszacowano później na  25.000 ówczesnych dolarów amerykańskich.

Po owej nieszczęsnej przygodzie kulinarnej David Howell rozpoczął połowy mięczaków i poszukiwania pereł, w czym towarzyszyli mu jego sąsiedzi. Zaledwie po kilku dniach jeden z nich znalazł piękną perłę, którą za sumę 1.500 USD odkupił od niego Tiffany & Co. Przy tygodniowej pensji robotnika wynoszącej wówczas 5 USD, była to suma niebagatelna. Historia szybko rozeszła się po okolicy i już wkrótce rzesze mieszkańców New Jersey ruszyły na poszukiwanie pereł w rzekach i strumieniach. Wielu z nich porzuciło wcześniej wykonywaną pracę w nadziei na szybkie zdobycie fortuny. Gorączka ogarnęła również okoliczne stany, aby po kilku latach wygasnąć gdy okoliczne rzeki zostały niemal doszczętnie oczyszczone z zamieszkujących je mięczaków perłorodnych.

W następnych latach perłowa gorączka wybuchała w kolejnych stanach i z czasem rozniosła się po dużej części kraju. Kolejne jej fale były inicjowane przez wieści o wartościowych perłach znajdowanych w lokalnych rzekach. Informacje takie rozchodziły się bardzo szybko, a osiągane w nich zyski urastały nieraz do nieprawdopodobnych rozmiarów. Znane są przykłady historii, które publikowane w prasie przedstawiały ceny dziesięciokrotnie wyższe, niż te rzeczywiście osiągane przez znalezione perły. Wszyscy mówili o bajecznych sumach, nikt jednak nie wspominał o setkach poszukiwaczy, którzy porzuciwszy wcześniejsze, czasem lukratywne, zajęcia, spędzali całe miesiące na bezowocnych poszukiwaniach żyjąc nieraz w skrajnej biedzie. Cenne perły znajdowano naprawdę rzadko, a ich poszukiwania były loterią.

Wobec dużej ilości poławianych mięczaków perłorodnych w końcu XIX wieku w USA rozwinęła się produkcja guzików i innych wyrobów z masy perłowej, co dało poławiaczom stały, choć najczęściej niewielki dochód ze sprzedaży muszli.

W połowach wykorzystywano cały arsenał środków, znanych z innych rejonów świata, umożliwiających zebranie większej ilości muszli w krótszym czasie. Skonstruowano również własne przyrządy. Od 1896 roku bardzo popularny był tzw. „crow foot dredge” – włok denny złożony z wielu lin z haczykami przywiązanych do poziomej poprzeczki. Haczyki ciągnięte po dnie zahaczały o częściowo otwarte muszle mięczaków, które natychmiast zaciskały się wokół intruza. Szybkie przeszukanie rzek z użyciem takiego włoka umożliwiał tzw. „muł” – rodzaj „żagla” zanurzonego pod wodą, który wykorzystywał prąd wody jako napęd dla niewielkiej, płaskodennej łodzi. Na początku XX wieku włok z haczykami można było nabyć za 3 USD, podczas gdy łódź kosztowała 5-10 USD. Nie wydawało się to wielkim wydatkiem dla poszukiwaczy przygód skuszonych wizją olbrzymich zysków ze sprzedaży pereł.

Amerykański włok denny do połowu pereł 

  Tzw. „crow-foot dredge” – amerykański włok denny z dużą ilością haczyków  

Do poszukiwań w płytszych rzekach wykorzystywano wodne teleskopy. W głębszych, lecz spokojniejszych wodach muszle wydobywano za pomocą różnego rodzaju grabi, wideł, siatek  z zębami i kleszczy o długich ramionach.

Połów małży z użyciem wodnego teleskopu

  Użycie wodnego teleskopu. Ilustracja z końca XIX wieku  

Narzędzia używane do połowu pereł

  Różne przyrządy używane do połowu mięczaków perłorodnych w USA  

Poławiacze pereł z USA

  Grupa poławiaczy pereł z Arkansas. Pamiątkowe zdjęcie wykonane po znalezieniu przez towarzyszącą im kobietę perły o wartości 800 USD.  


Gorączka perłowa w USA pojawiła się u szczytu popularności pereł naturalnych, który poprzedził załamanie rynku w czasie Wielkiego Kryzysu. Ekspansja pereł hodowanych spowodowała zaprzestanie pozyskiwania ich naturalnych odpowiedników. Niemalże w tym samym czasie inny wynalazek spowodował spadek zainteresowania muszlami mięczaków perłorodnych. Była nim… pralka automatyczna, która niszczyła guziki wykonane z masy perłowej. Surowiec pozyskiwany z muszli zastąpiono tańszymi w produkcji i trwalszymi tworzywami sztucznymi. W ten sposób prawdopodobnie uratowano wiele gatunków mięczaków, zagrożonych wyginięciem na skutek rabunkowej eksploatacji akwenów wodnych przez człowieka.

W latach trzydziestych XX wieku nastąpił koniec ery pereł naturalnych. Rozpoczynała się epoka pereł hodowanych.

img

Komentarze do artykułu (0)

Dodaj komentarz

do góry
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl